Little part of me.

Little part of me.

Monday, 24 February 2014

the night and something funny.

Myślę, że dzisiejszy wpis jest ostatnim wpisem z Oslo. Ostatnie dwa dni zdecydowanie zniechęcały do zwiedzania, ba, do wychodzenia z domu. Jest zimno, wietrznie i pochmurno. Nie udało nam się zwiedzić słynnej skoczni Holmenkollen, bo gdy byliśmy już wysoko w górach, mgła zasłaniała widok tak bardzo, że ledwo widziałam własne buty. No cóż. Może innym razem. 

Ale nie o tym chciałam pisać. Bardzo dużo się ruszam będąc tutaj. I nie tylko ja. Jedząc rano śniadanie, obiad po południu czy kolację wieczorem, widzę przez okno mnóstwo osób biegających ze słuchawkami. Kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieciaki. Po prostu wszyscy. Zresztą ten tryb życia przedkłada się na styl Norwegów, którzy jak już pisałam, stawiają przede wszystkim na komfort. Ciężko szukać tu ikon mody, ponieważ większość mieszkańców preferuje raczej sportowe looki. Mijając centra fitnessu za oknami widać prawie tłumy ćwiczących, a na ulicach auta muszą przepuszczać pędzące rowery. Żałuję, że w naszym kraju często na ludzi uprawiających sporty, padają dziesiątki zdziwionych spojrzeń.
Tę atmosferę relaksu da się wyczuć już po kilku godzinach przebywania w centrum miasta. Na twarzach i w gestach ludzi nie widać nerwów, jakby magiczna poświata spokoju owinęła cały kraj. Zdaje się, że są oni skupieni przede wszystkim na dobrym samopoczuciu, spędzaniu czasu z rodziną i wewnętrznej harmonii. I to najbardziej podoba mi się we wszystkich osobach, które tu spotkałam, bo Polakom zdecydowanie tego brakuje... :)


so foggy right now.

Buty, tam naprawdę wiszą buty.




Nobel Peace Center.





Ki.

No comments:

Post a Comment