Ciepłe, powolne popołudnie. Wiosnę czuć w powietrzu, słońce, wydzielając ciepło, subtelnie muska nim policzki. Brak pośpiechu, brak stresu. Okazja do zrobienia czegoś dla siebie, na kolejny dzień nie trzeba przygotowywać miliona rzeczy. Rozglądam się, patrzę za okno. To, na co mam ochotę, łączy się bezpośrednio z warunkami atmosferycznymi. Tym razem te dwie kwestie idealnie się zgrały. Szukam telefonu (zgubionego jakiś trzydziesty raz tego dnia), wysyłam wiadomość. Odpowiedź twierdząca. Wyciągam sprzęt, oddycham z ulgą. Naładowany. Wychodzę.
Tak, to opis niewielkiego wycinka mojego dnia. Wczorajszego. Tak idealnego. A raczej wyjątkowego. To najtrafniejsze słowo definiujące go. Niewiele bowiem jest takich dni, gdy (w środku tygodnia!) nie muszę martwić się, że jak zwykle nie zdążę zrobić wszystkiego tak, jakbym chciała. Że nieprzyjemne uczucie stresu zawładnie moim umysłem od rana do popołudnia. Że kiedyś podjęte decyzje, jak co dzień, odbijać będą się na każdym kroku.
Wczoraj tak nie było. Wczoraj była kawa, słońce, śmiech. Szczera rozmowa, przepiękny krajobraz. I spokój.
W roli fotografa (z wyjątkiem ostatniego zdjęcia) ponownie niezastąpiona Kika. Niesamowite jakie kadry potrafi uchwycić, wydobyć piękno w niebanalny sposób. I zawstydzić mnie niejednokrotnie, gdy oglądam rezultaty naszej współpracy. Dziękuję po raz kolejny, dobrze, że jesteś!
Druga część wpisu - niebawem. A w nim zoom na ubrania, więcej o nadchodzącym sezonie.
Enjoy the weekend!
Ki.
No comments:
Post a Comment