Nie, nie mam zamiaru zmienić wyglądu strony. Ani nawet jej nazwy. Nie będzie też o zmieniających się kolekcjach. Będzie o gustach.
To, że się zmieniają nie podlega wątpliwościom. Najczęściej pod wpływem mijającego czasu stwierdzamy, że to, co podobało nam się kiedyś, dziś jest już nie do przyjęcia.
I nie odnosi się to tylko do faktu, że gdybym teraz spojrzała do swojej szafy sprzed pięciu lat, prawdopodobnie wyrzuciłabym całą jej zawartość. Bo z pewnością nie było w niej ani białych koszul, ani marynarek w ulubionych kolorach (którymi nie były raczej biel i czerń!).
Proces dorastania uświadamia wiele spraw. Między innymi to, że popularne hasło "follow your dreams" w rzeczywistości praktyczne jest jedynie przy pisaniu wzniosłych, rzekomo motywujących, tekstów. Po latach dojrzewamy do tego, że oprócz wiary w piękne idee i nadziei na lepsze jutro, istotna jest przede wszystkim ciężka praca albo... życiowe szczęście. Bo o wiele łatwiej żyje się tym, którzy przypadkiem znają odpowiednią osobę, która zna kogoś, kto zna czyjegoś szefa. I tak dalej.
Nie mam zamiaru zabijać w ten sposób energii i chęci do działania. Oczywiście są one niezwykle ważne. Ale nie wystarczające. I o ile kiedyś pozwalały nam żyć w przeświadczeniu, że dzięki ich powtarzaniu osiągniemy szczyty, teraz parskamy śmiechem na to wspomnienie. Teraz znamy życie trochę lepiej, teraz robimy wszystko najlepiej jak potrafimy (ale nie za wszelką cenę), teraz z przymrużeniem oka traktujemy górnolotne sentencje.
A może za kolejne pięć lat wrócę do kwiecistych spódniczek, ćwieków na większej części garderoby i wymyślania coraz to nowych mądrości dla czytelników bloga z różowym tłem? Jedno jest pewne - teraz mam nadzieję, że to się nie wydarzy.
coat - Mohito | jacket - Reserved | shirt - Zara | jeans - Stradivarius | scarf - Numero 74 via Mofflo | boots - Marco Tozzi via Zalando
Ki.
No comments:
Post a Comment