Tysiące inspirujących zdjęć. Długie godziny rozważań. Pokreślone listy z pomysłami. Kilkudziesięciokrotne odwiedziny w rozmaitych sklepach. Dnie poświęcane na prace manualne.
Mniej więcej w tej kolejności (choć w wielkim skrócie) odbywały się moje przygotowania do przyjęcia od strony technicznej. Ambitny cel dopracowania wszystkiego od początku do końca sprowadził się do niezliczonej ilości czasu spędzonego na tworzeniu dekoracji. Nagrodą za samodzielną i wytrwałą pracę była dla mnie ogromna satysfakcja.
Nie jestem jednak pewna, czy "praca" to dobre określenie. W gruncie rzeczy dopracowywanie szczegółów, jak zwykle zresztą, przysporzyło mi wiele zabawy. I uświadomiło, że nawet ktoś z tak niskim wskaźnikiem umiejętności manualnych jak ja, może stworzyć coś pięknego... :)
I tak kolejno - pierwszy (i jeden z najważniejszych) punktów przygotowania przyjęcia stanowią oczywiście zaproszenia. Ujmą na moim honorze byłoby pójście do sklepu i wybranie jednego z popularnych, często niestety tandetnych modeli. Z drugiej strony wiedziałam, że przygotowanie blisko czterdziestu eleganckich zaproszeń to sprawa zbyt czasochłonna, niemal nierealna przy moim stylu życia. Dlatego zaproszenia będące połączeniem graficznego projektu marki i moich pomysłów wykonała niezwykle rzetelna firma Venarti.
Kolejnym wyzwaniem było dla mnie własnoręczne wykonanie tiulowych pomponów, co w istocie okazało się nie takie trudne jak mogłoby się wydawać. Na urodzinowej imprezie nie mogło zabraknąć balonów, w tym przypadku trzystu. których kolory wpasowały się w pastelowy wystrój. A dwóm wspaniałym panom za ich pompowanie już zawsze będę dłużna!
Niebieskie (i wiele innych) papilotki na muffiny znajdziecie w sklepie Scandi Loft. Dzięki takim szczegółom właśnie całość nabiera wyjątkowego wyglądu.
I na koniec to, co najbardziej zachwyciło zarówno mnie jak i gości - tort. Nie byłabym sobą, gdybym nie pozostawiła swoich własnych detalicznych uwag co do jego wyglądu, ale efekt końcowy przewyższył moje oczekiwania. Niesamowicie utalentowanej i sympatycznej cudotwórczyni także pozostaję wdzięczna za wykonanie czegoś tak doskonale do mnie pasującego. Dzięki niej dostałam wreszcie (póki co - tylko jednego) wymarzonego buta od Louboutin!
Atfer party było równie udane jak poprzedni dzień... :)
Ki.
No comments:
Post a Comment