Zdarzają się jeszcze ujemne temperatury, czasem zimny wiatr zmusi do owinięcia się szczelniej szalikiem, a zmarznięte dłonie trzeba chować do kieszeni. To wszystko nie zmieni jednak faktu, że wiosna nadeszła i coraz częściej można obserwować tego skutki. Kiedyś pisałam już, że to pora roku, której nie lubię najbardziej, głównie ze względu na zmienność pogody. Rano jest jeszcze chłodno, popołudniu już gorąco. Ubranie się odpowiednio staje się o wiele bardziej problematyczne niż np. zimą.
Strój poniżej to odzieżowa klasyka gatunku. Nieśmiertelna, pasująca do wszystkiego ramoneska to nic nowego. Sprawdza się w każdym zestawieniu, jest lekka co procentuje, gdy dokładnie zwinięta zmieści się do torebki. Jako modowa konserwatystka, cenię ją za dwojakość. Z jednej strony neutralna, z drugiej dodaje "tego czegoś". Przede wszystkim wpisuje się w mój ścisły kanon piękna. Ścisły, bo da się zauważyć, że w kwestii mody nie należę do najodważniejszych. Wiosną wychodzę z założenia, że wystarczą zieleniące się drzewa i kolorowe tulipany. Mogę spokojnie trzymać się mojej ulubionej palety barw. Nosić spodnie w ulubionym kolorze minionej zimy i najwygodniejszy fason butów z misternymi wzorami, które zauroczyły mnie do tego stopnia, że chciałabym chodzić tylko w oksfordkach.
kurtka/jacket - Stradivarius
sweter/sweater - Reserved
koszula/shirt - C&A
spodnie/trousers - Stradivarius
buty/shoes - Deichmann
Ki.
No comments:
Post a Comment