Tak jak wspominałam, pisząc ostatni wpis, przyszedł mi do głowy pomysł na kolejny. Osobny, bo to dla mnie na tyle ważny temat, że warto go poruszyć.
Po co bloguję? Po co piszę posty, które są czytane zapewne przez niewielki odsetek odwiedzających, bo ta większa połowa woli zdjęcia? A no właśnie po to, by Ci, którzy mają ochotę znać moją opinie i czegoś się dowiedzieć, nie zawiedli się, gdy mnie odwiedzą.
Ale chyba nie o tym miało być dzisiaj. Chciałam dziś nawiązać do pasji, którą jest moda. Pasji, która rodziła się we mnie długo, stopniowo i rodzi się każdego dnia na nowo. A zaczęło się niewinnie. Właściwie nie wiem kiedy. Przy okazji nudy kupiłam kilka magazynów, przeczytałam, przejrzałam. I coś zaskoczyło.Gdzieś we mnie obudziło się małe, ale wiecznie głodne pragnienie poznawania więcej. I od tamtego czasu wciąż dużo czytam, sprawdzam nowości, oglądam pokazy, marzę.
Ale w końcu zainteresowanie modą osiągnęło na tyle wysokie stadium, że powiedziałam sobie "Halo, Ki, pora działać w tym kierunku!" I zaczęłam. Łączyć to, co kocham z czymś pożytecznym. Dzielić się pasją z innymi. A to okazało się strzałem w dziesiątkę, bo gdy piszę...
No właśnie. Pisanie zawsze było dla mnie czymś wyjątkowym, również wielkim hobby. Może nawet czymś więcej. Ten blog jest więc połączeniem więcej niż dwóch pasji. Mogę pisać, robić zdjęcia, planować kiedy dodam kolejny post, projektować stronę tak, by jej wygląd był jak najbardziej korzystny. A dla mnie - dominującego charakteru ("ja sama"), kontrolowanie, tworzenie czegoś własnego jest czystą przyjemnością.
A pisanie bloga to wcale nie taka łatwa sprawa. Ileż to razy czekałam kilka dni, by zrobić zdjęcie, bo światło nie takie. Ile razy rzucałam się na podłodze (albo ziemi!), by uchwycić wyłącznie to, co chciałam. Ile razy gotowy post lądował w koszu, bo jedno słowo niszczyło cały kontekst, a nie dało się go zamienić.
Tak, jestem perfekcjonistką. W każdym calu. Słyszę czasem, że to niemal chorobliwe. Że dopinanie wszystkiego na ostatni guzik nie zawsze jest konieczne. Żebym wyluzowała, żebym nie traktowała tej strony tak poważnie.
A ja grzecznie tego słucham. Ale nie praktykuję wyżej wymienionych wskazówek. Bo to wszystko jest moją wielką miłością. Daje mi radość, poczucie spełniania i powód do wstawania każdego dnia.
Na koniec morał - ważne, by odkryć w sobie to, co prawdziwe. To, co daje uśmiech. To, dla czego jesteśmy w stanie poświęcić czas. Bo właśnie wtedy poznamy czym jest szczęście. Czyste, właściwe i mobilizujące.
Powyższe zdjęcia pochodzą z bardzo różnych okresów mojego życia, część jest już dawno nieaktualna ;)
Ki.

No comments:
Post a Comment