Każdy z nas doskonale zna stan, gdy mimo weekendu i dobrze przespanej nocy, już w południe oczy zamykają się mimowolnie. Gdy nie można się na niczym skupić, a gdy mamy ochotę coś zrobić, to nie wiemy co. Gdy drażni niesforny kosmyk na czole, a mucha leci nie tak jak powinna.
Znamy to. I obserwujemy, że zdarza nam się to częściej niż powinno. To właśnie zmęczenie. Nie żadna depresja, czy choroba, to zwykłe zmęczenie.
Bo kiedy codziennie wraca się późno z pracy/szkoły i w domu czeka nas dodatkowa pracy, a widzimy stertę brudnych naczyń, to odechciewa się wszystkiego. Kiedy więc już uporamy się już z tym wszystkim (z popołudnia magicznie staje się noc), zasypiamy na stojąco pod prysznicem, by za chwilę rzucić się na łóżko i obudzić rano. W tym momencie z całego serca podziwiam wszystkie matki (mamcię moją najbardziej), dla których dom to druga praca, bo jeśli ma się dzieci, to nie ma mowy o sekundzie czasu tylko dla siebie. Chyba.
Wracając. Jeśli macie takie momenty jak ten opisany wyżej, macie pewnie też takie, gdy nadchodzą wyrzuty sumienia. Bo kiedy w nudną niedzielę, siadacie w fotelu, różne myśli do głowy przychodzą. Takie na przykład, że dawno się z przyjaciółką nie rozmawiało. Nie mówiąc o spotkaniu. I że zupełnie nie wiadomo co u niej. I tęskni się wtedy bardzo, za kontaktem, który był kiedyś, gdy każdą minutę relacjonowało się najbliższymi. A teraz czasu nie ma, bo wszystko do zrobienia na wczoraj.
Jeśli ta chwila jeszcze nie nadeszła to pewnie szybko nadejdzie, gdy jak grom z jasnego nieba, spadnie pytanie: za co właściwie płacę taką cenę?
Pytanie niezwykle istotne. Bo musimy sobie uświadomić o co naprawdę walczymy. Czy to poświęcenie ma jakiś sens. Czy nagroda, na którą pracujemy da nam rzeczywiście tyle satysfakcji, że zapomnimy o wyczerpującej przeszłości.
Przepraszam Was, że na just ki at night coraz mniej wpisów. Ale dzieje się. Mogłabym rzec nawet "dzieje się wiele samo poza mną" jak mówi jedna z moich ulubionych artystek. Trochę tak właśnie jest. Myślę, że zacznę wracać do formy już niedługo, posty będą częściej niż raz w tygodniu (shame on me!). Wiosna to dobry czas, by zabrać się za organizację swojego czasu. Jakże cennego.
with love
Ki.



No comments:
Post a Comment