Dzisiejszy dzień mija głównie pod hasłem naprawdę długiego spaceru długimi (szczególnie pod koniec!) ulicami miasta. Oglądając budynki, ich genialnie zestawienie stylów architektonicznych, obserwując ludzi, ich zachowanie i ubiór, mogłam do woli porównywać, dopasowywać historie, czasem nawet się do kogoś uśmiechnąć. Jako, że Oslo to stolica, duża miejscowość, wszystko jest tu takie różne. Intrygujące. Ciekawe pod każdym względem. I chce się patrzeć, wdychać to powietrze, chłonąć nowość całą sobą.
A co do stylu tutejszych ludzi - nie da się go zdefiniować. Norwegia to kraj wielonarodowościowy, można spotkać na ulicy raczej więcej czarnoskórych i muzułmanów niż rdzennych Norwegów. Dlatego tyle ilu obcokrajowców, tyle stylów. W ciągu dwóch dni widziałam już kobiety w czadorach i fashonistki z torbami Louis Vuitton. Ze względu na pogodę, bardzo dużo kobiet i mężczyzn nosi teraz różne fasony kultowych Timberlandów albo śniegowce genialnej w moim mniemaniu, firmy Sorel. Wśród okryć wierzchnich prym wiodą różnokolorowe parki, rzadziej eleganckie płaszcze noszone do Air Maxów albo New Balance. Może to i lepiej. Nie mogę już znieść widoku tych butów, których popularność przekroczyła jakiekolwiek granice smaku. Kopiowanie tego, co nosi większa część populacji nie świadczy w żadnym stopniu o wyczuciu stylu. Tak sądzę.
![]() |
| Why can't I be there?! |
Ki.

















No comments:
Post a Comment