Little part of me.

Little part of me.

Wednesday, 2 April 2014

całodobowy rozkład jazdy.

Bawią mnie czasem komentarze na blogach, które czytam o treści mniej więcej takiej "kiedy wreszcie nowy post? dawno nie było nic nowego!". Zresztą mnie też się to zdarzyło. Bo może to niektórych zaskoczy, ale każdy bloger(ka) oprócz tworzenia swojej strony ma też setki innych spraw na głowie.
W ten oto, czy trafiony to sami ocenicie, sposób przechodzę do konkretów. Do planu dnia. Mimo, że nic prywatnego miało się tu nie pojawiać, to jednak ten temat wydaje mi się wyjątkowo ciekawy. Czasem warto przekonać się jak inni radzą sobie z ogarnianiem wszystkiego, by pomóc sobie w tej właśnie kwestii.

Dzień zaczyna się dla mnie o 6:00. Budzik dzwoni, a ja po omacku próbuję go uciszyć. Kiedy już uda mi się wyskoczyć spod kołdry, wszystko dzieje się szybko. Prysznic, śniadanie(opcjonalnie), make-up.
O 8:00 zaczynają się lekcje. I trwają kilka...dziesiąt...tysięcy godzin. A tak naprawdę to z reguły o 15:00 jestem znów w domu. Czasem mam dodatkowe zajęcia jak np. literackie, wtedy wracam po 16:00. Załóżmy, że tego dnia ich nie było. Po przebraniu się w ulubione legginsy, najczęściej robię coś pysznego(tudzież łatwego) na obiad, a w przypływie szczęścia, obiad czeka na mnie. To czas, kiedy siadam przy stole z gazetą bądź telefonem, sprawdzam co w świecie piszczy, co do zrobienia na jutro. Po całym rytuale(?) najczęściej zostawiam wszystko i oddaję się temu cętkowanemu stworzeniu, które często można u mnie zobaczyć. Wiadomo, że kociak nie jest tak wymagający jak dziecko, ale potrzebuje być nakarmiony trzy razy dziennie, świeża woda musi być, legowisko posprzątane. A sam delikwent wyprzytulany i rozbawiony. Oczywista oczywistość.
Mamy godzinę 16:00 około. Siadam wśród książek. I wiadomo. Uczę się tego, co kompletnie nie przyda mi się w życiu.
Popołudniami miewam także dodatkowe lekcje angielskiego, więc mija kolejne 1,5 godziny, bo tyle trwa nauka. Tu zaś nabywam bardzo przydatną wiedzę, żeby nie było niejasności.
Powinna być mniej więcej 19:00. Jako, że robi się coraz cieplej, idą wakacje (szorty, sukienki...) mam coraz więcej ochoty na sport. Właśnie wtedy, jeśli jest ładna pogoda, wychodzę pobiegać, pojeździć rowerem albo na nordic walking. W innym wypadku, ćwiczę w domu.
Po treningu pochłaniam zazwyczaj lekką kolacje, biorę kąpiel, doprowadzam się do porządku. Mniej więcej o 21;30 jestem spakowana na następny dzień, pokój wygląda względnie należycie, codziennie obowiązki są zrealizowanie.
I wtedy właśnie jest czas(nie zawsze siły), bym mogła zająć blogiem i całą jego otoczką. Być może zauważyliście, że wpisy powstają głównie w weekendy, bo wtedy nadrabiam zaległości. Ale nie lubię nie pisać niczego dłużej niż trzy dni. Dlatego nawet jeśli wiem, że powinnam spać lub się uczyć, siadam i piszę. Bo noc jest do tego najlepszą sposobnością, naprawdę.
Około (chyba jednak po) północy zasypiam w pachnącej pościeli.


To był swego rodzaju spis treści, bo w ciągu doby robię o wiele więcej rzeczy, jak każdy z nas.
Ciekawość zaspokojona? Wszystko się zgadza? Życzę, więc dobrej nocy i powodzenia w codzienności!








Ki. At night :) 

No comments:

Post a Comment