Większość ferii jakie już przeżyłam, spędzana była w domu, w rodzinnej miejscowości. Z bardzo różnych przyczyn. Często po prostu dlatego, że pierwszego dnia łapał mnie wirus i nie puszczał do końca wolnego. Najgorzej.
Ale w tym roku postanowiłam zmienić zwyczaje, dlatego już za kilka dni wyruszam na kilkudniowy urlop. Gdzie? Tak jak w tytule, do Norwegii właśnie. Co na ten temat? KAŻDE marzenie może się spełnić. Naprawdę.
A w celu nawiązania do tematyki bloga - pora na część praktyczną.
Wyjazd zaplanowany jest od miesiąca, więc zdążyłam przygotować już prawie wszystkie potrzebne rzeczy. Ciepłe, nieprzemakalne buty są, mimo że obecna aura w Oslo nie przypomina typowej skandynawskiej zimy. Deszcz pada częściej niż śnieg, a mrozy wcale nie są zatrważające. Ale wszyscy wiemy jak jest z pogodą! I szczerze mówiąc, mam nadzieję, że kiedy tam dotrę będę miała okazję nacieszyć się śniegiem, którego w tym roku w Polsce taki deficyt! Oprócz tego oczywiście kilka grubych swetrów, czapka (nie lubię, bardzo), komin i obowiązkowo rękawiczki. I skarpetki, które uratują moje wiecznie zimne stopy przed dodatkowym chłodem. Oby!
Oczywiście bardzo ważne są kosmetyki. Skoro Norwegia to tylko Neutrogena :) Ale na poważnie - to firma, którą zdecydowanie mogę polecić. Wystarczy tylko znaleźć małe odpowiedniki, albo przelać płyny do "samolotowych" pojemników.
Półtoragodzinny lot sprzyja nadrabianiu zaległości książkowych i prasowych. Być może między innymi zajęciami, znajdę czas na wypicie kawy w małej restauracji i odpłynięcie w jakiś nowy, fikcyjny świat. A może nowe otoczenie zainspiruje mnie do tego stopnia, że napiszę tekst swojego życia, wymyślę historię tak ciekawą jak zawsze chciałam? I hope so! Dlatego leci ze mną ukochane pióro i wszystko zawierający notatnik :)
Okulary - H&M
Buty - Confront/Sizeer
Czapka, komin - Camaieu
Skarpetki (right) - Sizeer
Piórnik - Stradivarius
Sweter - Zara
Torebka - Gallantry
Ki.











Ukradne ci ten sweter rybko <3
ReplyDelete